Stanisław MichalkiewiczNasi autorzyPoliticsStrona główna

Upadek Orbana, nowa Rzesza i „dziwna wojna”. Czy polska prawica przetrwa polityczne trzęsienie ziemi?

Geopolityczna mapa Europy ulega drastycznym zmianom, a wstrząsy odczuwalne są od Budapesztu, przez Warszawę, aż po Waszyngton. W najnowszym wydaniu programu w studiu NL24.tv podjęto próbę chłodnej analizy tych niezwykle dynamicznych i niepokojących procesów. Prowadzący rozmowę Grzegorz Zawadzki zaprosił do dyskusji uznanych analityków i niezależnych komentatorów sceny politycznej, by wspólnie rozwikłać najważniejsze problemy, przed którymi stoi dziś Europa Środkowa i Polska.

Węgierska lekcja i triumf Brukseli

Jednym z głównych tematów rozmowy były niedawne wybory na Węgrzech, które po 16 latach nieprzerwanej dominacji przyniosły niespodziewane rozstrzygnięcia. Red. zapytał wprost, czy druzgocąca porażka dotychczasowego obozu władzy oznacza ostateczne zwycięstwo Brukseli w starciu z państwami narodowymi. Odpowiedzi na to pytanie udzielił gość programu, Stanisław Michalkiewicz, wskazując na głębokie tło międzynarodowe tych wydarzeń.

Wiktor Orban rzeczywiście poniósł porażkę i to dotkliwą, a jego przeciwnik Peter Magyar i partia TISZA wygrali wybory z większością konstytucyjną. Będzie rządził bez żadnego skrępowania – zauważył S.M. Według eksperta, polityczna wolta na Węgrzech nie jest jedynie dziełem przypadku czy zmęczenia materiału wewnątrz kraju. Magyar miał być politykiem delegowanym i wspieranym przez unijne elity, na czele z Ursulą von der Leyen, a także przez niemiecki wywiad (BND) i rząd w Berlinie. Głównym powodem tej zakrojonej na szeroką skalę interwencji była niezależna polityka Orbana, który nader często krzyżował szyki unijnym decydentom. Blokował ogromne pakiety pomocowe (sięgające 90 miliardów euro), stawiał weto i – co najistotniejsze – nawiązywał bezpośrednie relacje z Władimirem Putinem, całkowicie omijając niemieckie pośrednictwo.

Red. dopytywał, czy podobny scenariusz zagranicznej ingerencji może dotyczyć Polski i czy zmiana rządu w naszym kraju to efekt podobnych procesów. S.M. podkreślił z naciskiem, że Niemcy są „państwem poważnym”, które od dekad konsekwentnie realizuje koncepcję budowy swoich wpływów w Europie Środkowej. Zwycięstwo obozu liberalnego w Polsce było, jego zdaniem, częścią szerszego planu pacyfikacji całego regionu. Co ciekawe, ekspert zaznaczył, że nad Wisłą nie było konieczności doprowadzania do tak miażdżącego zwycięstwa. Polska klasa polityczna, niezależnie od barw partyjnych i stosowanej retoryki, uchodzi w oczach Berlina za znacznie bardziej spolegliwą i łatwiejszą do kontrolowania niż asertywna ekipa z Budapesztu.

Cień „nowej Rzeszy” i niebezpieczne przetasowania na wschodzie

Rozmowa z węgierskiego podwórka szybko przeniosła się na temat przyszłości Europy i samej Unii Europejskiej. S.M. zwrócił uwagę na forsowane obecnie zmiany w unijnych traktatach (obejmujące 270 punktów), które mają między innymi zlikwidować prawo weta i drastycznie scentralizować władzę.

Ta nowelizacja idzie w kierunku budowy rzeszy, w której dla Europy Środkowej, to znaczy dla Węgier, Republiki Czeskiej, Słowacji i Polski, przeznaczony jest status półkolonialny – ostrzegał publicysta. Przyrównał on te działania do historycznego projektu Mitteleuropa z 1915 roku, zakładającego tworzenie z państw naszego regionu de facto niemieckich protektoratów.

Wątek wschodni przyniósł równie odważne tezy. Dyskutanci pochylili się nad koncepcją „sprawiedliwego pokoju” dla Ukrainy, o którym coraz głośniej mówi się na europejskich salonach. S.M. zasugerował, że ewentualne zakończenie konfliktu i utrata przez Kijów terytoriów (nawet do 25% państwa) na rzecz Rosji może skutkować zakulisowymi próbami rekompensaty terytorialnej… kosztem ziem wschodniej Polski. Przypomniał w tym kontekście wydarzenia z 1917 roku i tzw. „kraj zakierzoński”. To mroczne ostrzeżenie ma stanowić sygnał dla polskich władz, by zachować maksymalną czujność.

Polska prawica w obliczu politycznej katastrofy

W dalszej części programu do dyskusji dołączył drugi gość, Radosław Pogoda, który spojrzał na węgierski kryzys z perspektywy naszego, krajowego podwórka. Red. zapytał go o błędy, jakie popełnił Fidesz, i strategiczne lekcje, jakie powinny płynąć z tego dla polskiej prawicy w kontekście kluczowych wyborów w Polsce 2027.

R.P. nie pozostawił złudzeń co do dysproporcji w potencjale i przygotowaniu między maszyną Orbana a polskimi środowiskami konserwatywnymi. – My w porównaniu z tym, co miał u siebie Orban, jesteśmy tacy maleńcy. Nie mamy własnych mediów, dobrze ufundowanych grup finansowych, prywatnych inwestorów, własnych instytutów badawczych czy narzędzi wspierających ruch w social mediach – wymieniał z goryczą.

Ekspert zauważył, że skoro potężna, wieloletnia maszyna polityczna Fideszu uległa ostatecznie pod naporem zachodnich instytucji, zagranicznego kapitału i unijnej propagandy celującej w młodzież, to zdezorganizowana polska prawica znajduje się w niezwykle ryzykownym położeniu.

R.P. ostro skrytykował również poprzedni obóz rządzący w Polsce, wprost odmawiając mu miana formacji „prawdziwie prawicowej”. Według niego, są to „socjaliści i etatyści”, którzy przez osiem lat całkowicie zaniedbali budowę twardych, niezależnych struktur społecznych i medialnych, opierając się wyłącznie na państwowych dotacjach. Odniósł się także do postawy samych Węgrów – wieloletnia frustracja ekonomiczna, brak odczuwalnych inwestycji unijnych i znacznie niższe pensje sprawiły, że młode pokolenie zapragnęło radykalnej zmiany, nie pamiętając mrocznych czasów gospodarczej zapaści sprzed ery Orbana.

Geopolityczne szachy: Trump, Chiny i „dziwna wojna”

Eksperci nie pominęli szerszego, globalnego kontekstu. Red. wywołał do tablicy temat Donalda Trumpa i niepokojących napięć na Bliskim Wschodzie. S.M. z wyraźnym przekąsem i ironią komentował gwałtowną nieprzewidywalność byłego (i być może przyszłego) amerykańskiego prezydenta. Sugerował, że jego skrajne wypowiedzi i medialne eskalacje napięć w rejonie cieśniny Ormuz mogą mieć podłoże czysto rynkowe, służąc spekulacjom finansowym i grze na opcjach giełdowych dotyczących cen ropy naftowej.

Z kolei R.P., odnosząc się do wojny na Ukrainie, użył sformułowania „dziwna wojna”. Wskazał, że mimo brutalności walk i ogromnego bilansu ofiar, przez terytorium Ukrainy wciąż niemal bez zakłóceń funkcjonują transporty kolejowe i przepływy kluczowych rosyjskich surowców, na czym gigantyczne pieniądze zarabiają poszczególne państwa i oligarchiczne grupy interesów. Zaznaczył również, że globalne konflikty (zwłaszcza na Bliskim Wschodzie) uderzają gospodarczo w takie potęgi produkcyjne jak Chiny, odcinając je od niezbędnego dostępu do surowców, kwasu siarkowego czy metali z Zatoki Perskiej.

Czas na narodowe przebudzenie

Mimo nakreślenia dość pesymistycznego obrazu globalnej pajęczyny powiązań i postępującej centralizacji władzy w Europie, finał rozmowy przyniósł iskrę nadziei. Red. zapytał, czy w obliczu tak wielkich, zaplanowanych procesów zwykły obywatel ma jeszcze w ogóle o co walczyć.

Obaj goście byli zgodni: bierność to najgorszy z możliwych scenariuszy. Elity zarządzające światem nie są nieomylne – popełniają błędy, ulegają emocjom i prowadzą wewnętrzne, zakulisowe wojny. To w tych szczelinach systemu kryje się szansa dla państw narodowych.

Najwyższy czas w tym 2027 roku (…) żeby do polskiego nowego Sejmu na listach wyborczych pojawiło się kilkadziesiąt tysięcy nowych nazwisk. Ludzi, którzy nie są umoczeni aferami z młodzieżówek partyjnych i nie są szachowani przez partyjnych baronów – zaapelował na koniec R.P.

Zrozumienie geopolitycznych mechanizmów – od upadku Orbana po traktatowe przetasowania w Unii Europejskiej – jest dziś absolutnie kluczowe. Jak dowodzi dyskusja na antenie NL24.tv, nowa, trudna rzeczywistość wymaga od Polaków nie tylko biernej obserwacji, ale gruntownego, przemyślanego zaangażowania i oddolnego budowania niezależnych instytucji państwowych.

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=EyUxJhFk4lw

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *