Stanisław Michalkiewicz ostro o geopolityce: Izrael wciąga USA w wojnę, a w tle mroki afery podkarpackiej!
Wielka geopolityka, tajne laboratoria, zakulisowe wizyty szefów służb specjalnych i kompromitujące taśmy z polskimi decydentami w rolach głównych. W najnowszym odcinku programu na antenie NL24.tv poruszono tematy, które rozgrzewają do czerwoności nie tylko ekspertów, ale i zwykłych obywateli. O meandrach światowej i krajowej polityki opowiedział jeden z najbardziej wyrazistych polskich komentatorów politycznych.
Dyskusję w studio rozpoczął gospodarz programu, Grzegorz Zowacki, który z nieskrywanym uznaniem powitał swojego rozmówcę.
„Wyjaśniam dlaczego tak się śmieję. Uśmiecham jak do sera dlatego, że ja mam poczucie niespełnienia cały czas. Ja chciałbym być kiedyś taki jak pan Stanisław. Tutaj nie tylko mówię o uśmiechu i o czuprynie, ale i o wiedzy. Po prostu olbrzymia wiedza” – zaczął Grzegorz Zowacki.
Na te słowa Stanisław Michalkiewicz zareagował z charakterystycznym dla siebie, ironicznym dystansem: „Proszę pana, to trzeba trochę poczekać. Ja już mam, wie pan, tyle lat, że no wiedzę się nabywa w miarę upływu czasu, więc nie jest to jakaś wielka moja zasługa”. Z tak zarysowanego wstępu rozmowa szybko zeszła na znacznie cięższe, geopolityczne tory.
Bliski Wschód: Iluzja pokoju i gra Netanjahu
Pierwszym z poruszonych tematów były doniesienia o rzekomym porozumieniu pokojowym pomiędzy USA a Iranem, które ma być forsowane przez Donalda Trumpa. Redaktor zapytał wprost, czy takie porozumienie ma szansę na sukces i czy obejmie również Izrael.
S.M. szybko rozwiał złudzenia, wskazując na twarde fakty z ostatnich godzin: „Na to pytanie już możemy odpowiedzieć, bo 5 godzin temu izraelski minister bezpieczeństwa oficjalnie oświadczył (…) że Izrael Stanom Zjednoczonym nie podlega. Izrael nie był stroną tego porozumienia. W związku z tym ono Izraela nie dotyczy”.
Komentator zaznaczył, że 14-punktowy projekt porozumienia, o którym informowała irańska agencja prasowa, wygląda tak, jakby Stany Zjednoczone przyjęły właściwie wszystkie warunki Teheranu – w tym kluczowy postulat zawieszenia broni na wszystkich frontach, także w Libanie. Problem w tym, że premier Binjamin Netanjahu ani myśli o przerywaniu walk. Według gościa programu, wojna jest dla izraelskiego premiera gwarancją politycznego przetrwania. Dopóki trwają walki, popiera go ogromna większość społeczeństwa, a groźba więzienia za korupcję zostaje odsunięta w czasie.
„Wystarczy, że Izrael zbombarduje Bejrut, obrzuci rakietami Bejrut (…) widać wyraźnie, że premier Netaniahu wszystkie takie solenne ustalenia (…) w ogóle olewa ciepłym moczem” – skwitował dosadnie S.M., dodając, że to Izrael, wywierając presję, wciągnął USA w ten konflikt, na co wskazywały nawet słowa byłego szefa amerykańskiej agencji ds. walki z terroryzmem.
Tajemnice z Ukrainy i zablokowany obieg informacji
Kolejnym gorącym punktem dyskusji stała się sytuacja za naszą wschodnią granicą, a dokładniej sprawa amerykańskich laboratoriów biologicznych. Red. przypomniał, że osoby mówiące o tych obiektach były do niedawna nazywane „ruskimi onucami”. Tymczasem Tulsi Gabbard, nowa szefowa wywiadu USA, ujawniła dokumenty potwierdzające istnienie ponad 100 takich placówek na świecie, w tym wielu na Ukrainie.
„Jeżeli szefowa wywiadu, dyrektor amerykańskiego wywiadu pani Gabard opublikowała te dokumenty, no to ja myślę, że ona coś tam musiała wiedzieć” – stwierdził S.M. Zwrócił przy tym uwagę na fatalny stan polskiej debaty publicznej i mediów, na które – jego zdaniem – „nałożona jest surdyna”, przepuszczająca tylko informacje zatwierdzone przez ukraiński sztab i lobby polityczne. Oberwało się także Markowi Magierowskiemu, byłemu ambasadorowi, który krytykował Gabbard. Zdaniem publicysty, Magierowski stracił doskonałą „okazję, żeby siedzieć cicho”.
Wizyta Budanowa i mroczny cień afery podkarpackiej
Prawdziwą bombą w rozmowie okazały się kulisy niezapowiedzianej wizyty Kiryła Budanowa, szefa ukraińskiego wywiadu (HUR), w Warszawie. Ukraińskie media donosiły, że Budanowowi udało się „zapobiec najgorszemu”. Czym mogło być to „najgorsze”?
Według S.M. mogło chodzić o zablokowanie przez Polskę pieniędzy lub dostaw broni dla Kijowa. Jakim cudem ukraiński wywiad mógł tak skutecznie wpłynąć na władze w Warszawie? Publicysta powiązał tę sprawę z głośną „aferą podkarpacką” i braćmi Rysiczami – właścicielami sieci agencji towarzyskich, w których miało powstać tysiące godzin kompromitujących nagrań wideo z udziałem polskich elit.
„Przypuszczam, że dał do zrozumienia naszym dygnitarzom, że nie jest bezpiecznie (…) ujawnienie teraz, jakby to zostało ujawnione, wie pan, te nagrania i tak dalej (…) no to wyobraża sobie pan, co by było” – tłumaczył S.M. Zasugerował wręcz, że bracia mogli działać na polecenie ukraińskiej bezpieki, gromadząc tzw. kompromaty, które teraz służą do wywierania nacisku na polską policję, prokuratorów czy sędziów, tłumacząc ich dziwną bierność w wielu sprawach. „Na tym polega sławna niezawisłość sędziowska (…) czyli tak zwana świadoma dyscyplina” – podsumował gorzko.
Order dla Zełenskiego i enklawy na terytorium RP
Wątek ukraiński płynnie przeszedł do dyskusji o ewentualnym odebraniu Orderu Orła Białego prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu. Choć red. wspomniał o nieoficjalnych głosach (m.in. Bronisława Wildsteina) popierających taki ruch podczas obrad Kapituły, S.M. odarł widzów ze złudzeń. Z powodów konstytucyjnych prezydent Andrzej Duda potrzebowałby do tego kontrasygnaty premiera. „A Donald Tusk takiej kontrasygnaty nie złoży. No i tyle. I na tym się cała awantura będzie musiała skończyć” – wyjaśnił gość.
Komentator ostrzegł również przed zjawiskiem eksterytorialności na terenie Polski, podając jako przykład były obóz koncentracyjny w Auschwitz. Przypomniał sytuację, gdy prywatna ochrona obozu nie wpuściła delegacji politycznej z kwiatami, a polska policja bała się interweniować. „To pokazuje, że coś jest na rzeczy, jeśli chodzi o eksterytorialny charakter terenu chwilowo nieczynnego muzeum” – zauważył.
Stachanowcy współczesnej medycyny
Na koniec programu prowadzący przytoczył absurdalny przykład 28-letniego lekarza (i działacza politycznego), który by zarobić miliony, musiał pracować po kilkanaście godzin dziennie, ciągnąc 90-godzinne dyżury. S.M. skomentował to z charakterystycznym sarkazmem: „Kogóż w tych zepsutych czasach, kiedy lenistwo się krzewi, wynagradzać, jak nie ludzi pracowitych, a w dodatku politycznie zaangażowanych”.
Rozmowa w studio NL24.tv obnażyła wiele bolesnych prawd o współczesnej polityce, dyplomatycznej obłudzie i słabościach państwa polskiego. Jak widać, tam gdzie kończy się oficjalny przekaz medialny, zaczyna się brutalna, zakulisowa gra interesów, o której rzadko mówi się na głos.
Źródło:https://www.youtube.com/watch?v=AJIWuB5cvIg

