Czy Polska jest już w stanie wojny? Gen. Bogusław Samol i mjr Tomasz Budzyński o ukrytym konflikcie i obronie cywilnej
W kuluarach wielkiej polityki i w przestrzeni medialnej coraz częściej pada pytanie, które elektryzuje opinię publiczną: czy jesteśmy w stanie wojny? Choć czołgi nie przekraczają naszych wschodnich granic, eksperci wojskowi nie mają złudzeń – konflikt już trwa, a my bierzemy w nim aktywny udział. W studiu NL24.tv temat ten podjęli znakomici goście, obnażając przy okazji brutalną prawdę o polskiej obronie cywilnej, zakupach zbrojeniowych i naiwności geopolitycznej naszego narodu.
Wojna hybrydowa – niewidzialny front codzienności
Merytoryczną dyskusję otworzył Redaktor Trux, stawiając swoim rozmówcom fundamentalne i zarazem prowokacyjne pytanie o to, czy państwo polskie znajduje się obecnie w stanie wojny, a jeśli tak, to jaki ma ona charakter.
Odpowiadając na to zagadnienie, generał Bogusław Samol stwierdził bez ogródek, że z punktu widzenia klasycznego prawa międzynarodowego – które definiuje wojnę jako bezpośredni akt zbrojnej przemocy wobec terytorium – nie jesteśmy stroną walczącą. Zaznaczył jednak z całą stanowczością, że od dwóch dekad funkcjonuje pojęcie „wojny hybrydowej”, w którą Polska jest niezwykle mocno i odczuwalnie zaangażowana. Działania dezinformacyjne w przestrzeni medialnej, wymierzone w umysły obywateli, masowe cyberataki na polską infrastrukturę krytyczną (w tym ataki na systemy bankowe i sterowanie ruchem kolejowym) oraz zorganizowana przez Białoruś i Federację Rosyjską presja migracyjna na naszej wschodniej granicy to nic innego jak starannie zaplanowana agresja. Co więcej, doktrynę tego rodzaju wojny opracował już kilkanaście lat temu generał Walerij Gierasimow, szef rosyjskiego Sztabu Generalnego.
Z tą surową diagnozą w pełni zgodził się major Tomasz Budzyński, oficer mający za sobą doświadczenie w służbach specjalnych. Wskazał on, że wojna hybrydowa oraz potyczki w cyberprzestrzeni dotyczą nas w sposób bezpośredni, codzienny i wymierny. Choć oficjalnie nie uczestniczymy w konflikcie kinetycznym na Ukrainie, to polskie państwo ponosi ciężar i skutki toczącego się tuż za miedzą starcia, stając się – w mniejszym lub większym stopniu – nieformalną stroną konfrontacji.
Pomoc Ukrainie: Zyski, moralność czy strategiczna konieczność?
Rozmowa w studiu naturalnie zeszła na temat ogromnego polskiego zaangażowania we wsparcie wschodniego sąsiada. Prowadzący red. przypomniał historyczne prawidła konfliktów zbrojnych, dopytując, czy państwo logistycznie, finansowo i zbrojeniowo wspomagające stronę walczącą, nie staje się automatycznie celem, a zarazem czy nie powinno – wzorem innych światowych graczy – czerpać z tego wymiernych korzyści.
Odpowiadając na te wątpliwości, B.S. odwołał się do chlubnej historii z 1920 roku, przypominając kluczowe wsparcie amunicyjne, jakiego Węgry udzieliły Polsce w walce z bolszewikami. Węgrzy kierowali się wówczas własnym żywotnym interesem powstrzymania komunizmu. Generał podkreślił żelazne zasady realpolitik – wojna to także biznes. Państwa, które wspierają daną stronę, z reguły odpowiednio zabezpieczają swoje zyski geopolityczne i gospodarcze. Ekspert przywołał bezwzględną postawę Stanów Zjednoczonych z czasów II wojny światowej: Amerykanie wysłali sprzęt i uratowali Wielką Brytanię przed upadkiem, ale w zamian za to przejęli twardą kontrolę nad strategicznymi brytyjskimi rezerwami złota. W polityce międzynarodowej, w ocenie generała, nie ma miejsca na sentymenty, moralność czy charytatywność. Działania polskiego rządu w tym zakresie spotkały się ze sceptycyzmem eksperta co do tego, czy polska pomoc na rzecz Ukrainy faktycznie wiąże się z odpowiednim zabezpieczeniem interesu narodowego.
Iluzja obrony cywilnej. Gdzie będziemy ewakuować miliony obywateli?
Jednym z najbardziej wstrząsających i obnażających słabość państwa wątków dyskusji okazała się kwestia obrony cywilnej. Zauważono głośno to, o czym od lat szepcze się w kuluarach: w Polsce obrona cywilna nie istnieje od niemal 30 lat. Teoretyczne gminne plany ewakuacji zakładają wywóz w pierwszej kolejności dzieci, kobiet w ciąży czy osób niepełnosprawnych, ale w dokumentach brakuje odpowiedzi na proste, krytyczne wręcz pytanie: dokąd ich ewakuować w razie ataku?
Były oficer służb, T.B., bez cienia wahania potwierdził te obawy, nazywając urzędowe plany i dokumenty „myśleniem czysto życzeniowym”. Przywołał własne wstrząsające doświadczenia z ćwiczeń zarządzania kryzysowego w jednym z kluczowych szpitali wojewódzkich zlokalizowanym na linii potencjalnego frontu. Na miejscu okazało się, że sprzęt, w tym maski przeciwgazowe, pamiętały głębokie lata 70. Zwrócił on szczególną uwagę na dramatyczny brak odpowiednich miejsc schronienia dla ludności – w kluczowych województwach zurbanizowanych, takich jak Śląsk, miejsca rozśrodkowania wystarczą dla zaledwie 1,5% do 2,5% mieszkańców. Państwo polskie, ostrzegają eksperci, jest kompletnie nieprzygotowane do działań wojennych i ochrony własnych obywateli.
B.S. poszedł o krok dalej, mocno uderzając w polityczny chaos. Podkreślił, że Polska przez lata nie opracowała nowej, adekwatnej do zagrożeń Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. Bez naczelnych wytycznych wojsko nie wie, z jakich obszarów operacyjnych będzie musiało ewakuować cywilów, a samorządy działają po omacku. Uspokajanie społeczeństwa fałszywymi obietnicami bezpieczeństwa nazwał wprost propagandowym działaniem na odczepnego.
Modernizacja wojska polskiego – wielkie zakupy bez struktury
W obliczu pełnoskalowej wojny na wschodzie, Polska zintensyfikowała do niespotykanych dotąd poziomów proces modernizacji armii. Pytany o to red. zastanawiał się, czy polskie siły zbrojne szykują się na konflikt przyszłości, czy może tkwią w doktrynach wojen, które już minęły.
Generał udzielił dosadnej odpowiedzi, nie szczędząc słów krytyki wobec decydentów. Zauważył on rażący brak spójnej strategii wojskowej. Armia to nie tylko lśniące czołgi na defiladach. Sam czołg – bez osłony inżynieryjnej, odpowiedniego zabezpieczenia przeciwlotniczego i ścisłego współdziałania z dronami rozpoznawczymi – na współczesnym polu walki ma znikome szanse przetrwania. Zgodnie z naukami starożytnego stratega Sun Tzu: wojnę prowadzi państwo, a armia jest jedynie jego narzędziem.
Karygodnym błędem, na który zwrócili uwagę obaj goście, jest skrajne niedofinansowanie i deprecjonowanie wojskowej logistyki na rzecz rzekomo nowoczesnych rozwiązań takich jak „outsourcing”. Koncepcja, że cywilna firma serwisująca auta miałaby na froncie naprawiać uszkodzone transportery opancerzone pod ostrzałem artylerii, spotkała się z wyśmianiem. Drobne absurdy, jak biurokratyczny nakaz zwracania na poligonach plastikowych butelek po wodzie kaucjowanej przez wyczerpanych żołnierzy objuczonych sprzętem bojowym, tylko uwypuklają, jak bardzo urzędnicze procedury oderwane są od brutalnej specyfiki potencjalnego frontu.
Artykuł 5 to nie gwarancja przetrwania. Czas odrzucić naiwność
Ostatnim punktem obszernej debaty była analiza naszych międzynarodowych sojuszy geopolitycznych. Czy w decydującej godzinie próby Artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego rzeczywiście zadziała jak magiczna tarcza?
Major T.B. z gorzką precyzją przypomniał historyczną traumę 1939 roku, „dziwną wojnę” i postawę ówczesnych sojuszników, w tym Wielkiej Brytanii, która de facto wykorzystywała Polskę do rozgrywania własnych interesów na kontynencie poprzez angażowanie sił wroga. Obecnie również nie można opierać całości strategii obronnej wyłącznie na sojusznikach. Major punktował długotrwałą i zawiłą drogę legislacyjną NATO. Uruchomienie zbrojnej pomocy dla Polski to proces, który wymaga jednomyślności sojuszników, obrad dyplomatów i politycznej woli – a to w realiach pełnoskalowego ataku może trwać zdecydowanie dłużej niż optymistyczne 30 dni.
B.S. wtórował, przestrzegając naród przed niszczącym „polskim syndromem naiwności”, czyli odwiecznym złudzeniem, że zawsze znajdzie się ktoś, kto za nas wygra naszą wojnę. Sojusze bez wątpienia są nam potrzebne, pełnią kluczową rolę strategicznego odstraszania. Jednak partnerzy z Zachodu przybędą z pomocą realnie i błyskawicznie tylko pod jednym warunkiem: jeśli udowodnimy, że jesteśmy w stanie utrzymać naszą granicę państwową, narzucając agresorowi ciężkie straty. Jeśli Polska obroni się w pierwszych tygodniach własnymi siłami – wsparcie nadejdzie. Generał rzucił nawet niezwykle mocną tezę, stwierdzając, że Polska dla zapewnienia długotrwałego bezpieczeństwa powinna strategicznie i dyplomatycznie aspirować do pozyskania potencjału broni nuklearnej, jako najwyższego, niezależnego gwaranta nienaruszalności naszych granic.
Podsumowanie – Przebudzenie z geopolitycznego letargu
Z ponadgodzinnej, merytorycznej dyskusji płynie surowy wniosek: bezpieczeństwo Polski nie może polegać na wzniosłych deklaracjach ani papierowych planach. Czas definitywnie odrzucić historyczne myślenie życzeniowe. Brutalna odbudowa funkcjonalnej obrony cywilnej z systemem schronów, dogłębna, oparta o przemyślaną taktykę modernizacja sił zbrojnych z naciskiem na niezależną logistykę oraz postawienie na silny, własny potencjał państwowy to jedyna droga do przetrwania na geopolitycznym styku światów.
Źródło:https://www.youtube.com/watch?v=rFSwflS-CvI

