Stanisław Michalkiewicz – NASK i 72 płcie, prokurator generalny Ukrainy ucieka, buńczuczny Sikorski
W najnowszym wydaniu programu publicystycznego na kanale Niezależny Lublin podjęto najbardziej palące tematy polskiej i międzynarodowej polityki. Dyskusja, jak zwykle pełna bezlitosnej ironii i ostreго spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość, objęła swoim zasięgiem między innymi relacje polsko-ukraińskie, optymizm polskiego rządu w kwestii potencjalnego konfliktu z Rosją, patologie w zarządzaniu funduszami na Ukrainie, a także obyczajowe nowinki serwowane przez państwowe instytucje. Czy polska polityka zagraniczna opiera się na twardym gruncie, czy też tonie w mrzonkach i życzeniowym myśleniu?
Radosław Sikorski jako „książę małżonek” w obliczu rosyjskiego zagrożenia
Gospodarz programu, Marcin Truk, rozpoczął najnowszy odcinek od przywołania słynnej maksymy Otto von Bismarcka: „Rosja nie jest nigdy tak silna, ani tak słaba, na jaką wygląda”. Słowa żelaznego kanclerza miały posłużyć jako tło dla ostatnich, niezwykle buńczucznych wypowiedzi szefa polskiej dyplomacji. Radosław Sikorski przekonywał niedawno, że w razie ataku na państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego, NATO w mgnieniu oka i bez problemu pokonałoby Moskwę dzięki ogromnej przewadze technologicznej i wojskowej. Red. zwrócił się z pytaniem do swojego gościa, czy polski minister zapomniał o lekcjach historii, czy też może posiada wiedzę niedostępną dla zwykłych śmiertelników.
Znany z ciętego języka i bezkompromisowych opinii Stanisław Michalkiewicz natychmiast ostudził te nastroje. Nazywając szefa MSZ „księciem małżonkiem” – jest to pseudonim ironicznie nadany Radosławowi Sikorskiemu przez samego Michalkiewicza – sprowadził słowa ministra do dyplomatycznej egzaltacji. „Książę małżonek powiedział to, co powiedział, w takim towarzystwie wzajemnej adoracji, które przyjechało na Ukrainę, żeby się podniecać nawzajem się ekscytować” – stwierdził publicysta. S.M. dodał, że polityk najwyraźniej uwierzył w doniesienia medialne, jakoby Rosja utraciła już status mocarstwa na rzecz Polski, co skłoniło go do tak odważnych deklaracji.
S.M. zauważył również, że na szczęście w Europie wciąż istnieją poważne państwa, które powoli weryfikują swój stosunek do wojny na Ukrainie. Zwrócił uwagę na zbliżające się wiosenne wybory prezydenckie we Francji, w których duże szanse na wygraną ma Marine Le Pen. Przypomniał również o rosnących notowaniach partii AfD w Niemczech, na czele której stoi Alice Weidel. W przypadku przetasowań na europejskiej scenie politycznej, przechwałki polskiego rządu mogą stać się wyjątkowo nieaktualne i niebezpieczne.
Pół biliona złotych i chybione pomysły na odzyskanie długu
W dalszej części programu red. przeszedł do kwestii gospodarczych i bezpośrednich kosztów zaangażowania Polski po stronie Kijowa. Przypomniał dane zaprezentowane podczas niedawnego Forum Ekonomicznego w Karpaczu. Według informacji przedstawionych przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego, koszty polskiej pomocy dla Ukrainy w latach 2022-2025 mogą sięgnąć astronomicznej kwoty prawie 500 miliardów złotych. Kwota ta obejmuje nie tylko dostawy broni, amunicji i wsparcie dla uchodźców, ale również ogromne koszty gospodarcze wynikające z nałożenia na Rosję sankcji.
S.M. skomentował w tym kontekście kuriozalny pomysł posła Pawła Kowala, który zasugerował, aby Polska próbowała odzyskać te środki nie od Ukrainy, lecz bezpośrednio od Rosji z zamrożonych aktywów. Publicysta ostrzegł, że takie kroki pociągnęłyby za sobą nie tylko wydatki finansowe, ale zmusiłyby nasz kraj do „rozpoczęcia składania ofiar z ludzi”. Nawiązując do utworu Marii Konopnickiej, gorzko podsumował: „najgęściej krzyczą króle albo księciowie małżonkowie, a najgęściej giną chłopy, jak to na wojnie”.
RCB, nocne alarmy i uciekające pociągi
Kontynuując wątek bezpieczeństwa państwa, S.M. opowiedział anegdotę o pociągu, którym podróżowali zachodni dygnitarze, licząc na to, że strona rosyjska nie atakuje infrastruktury kolejowej. Jak się okazało, niedaleko polskiej granicy rosyjskie drony uderzyły w stojącą na bocznym torze lokomotywę. Zdarzenie to wymusiło szybką ewakuację mężów stanu, co, zdaniem gościa, na moment przywróciło im poczucie rzeczywistości i uświadomiło realia strefy wojennej.
Wspomniano również o krajowych konsekwencjach takich incydentów, czyli o masowo rozsyłanych wiadomościach z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa (RCB). Komunikaty, budzące w środku nocy mieszkańców województwa lubelskiego i podkarpackiego nakazem udania się w bezpieczne miejsce, zostały przez publicystę wyśmiane. S.M. zwrócił uwagę na absurd sytuacji, w której systemy ostrzegania każą uciekać, podczas gdy w rzeczywistości na tych terenach brakuje odpowiednio przygotowanych schronów.
Ukraińska korupcja: prokurator generalny ewakuuje się za granicę
Kolejnym ważnym punktem dyskusji była endemiczna korupcja na Ukrainie. Red. przywołał sensacyjne doniesienia o ucieczce prokuratora generalnego za granicę po tym, jak popadł on w konflikt z ukraińskimi organami antykorupcyjnymi (NABU).
S.M. przypomniał genezę Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy, wskazując, że struktura ta została stworzona pod silnym naciskiem administracji amerykańskiej. Stany Zjednoczone, pompujące w Ukrainę ogromne środki, „zaczęły przewąchiwać, że za dużo ci dygnitarze ukraińscy kradną pieniędzy”. Według relacji publicysty, prokurator oskarżył szefa NABU, pana Krywonosa, o rzekome szykany, po czym wsiadł do służbowego samochodu i uciekł z kraju. Gość ironizował na temat tego, jak dygnitarz mógł niezauważenie przekroczyć granice ościennych państw, żartując nawet, że może amerykański prezydent Donald Trump zdoła połączyć zwaśnione strony poprzez… aneksję ich do Stanów Zjednoczonych. Wtedy, jak żartowano, wreszcie graniczylibyśmy z USA, co ostatecznie rozwiązałoby wszystkie problemy naszego rządu.
Nienawiść do Polaków i historyczne zawiłości
W rozmowie nie zabrakło odniesień do stosunku Ukraińców do Polski. Red. wspomniał o nagraniu opublikowanym niedawno w sieci przez posła Konrada Berkowicza, na którym niejaki pan Laszok, w skrajnie radykalny sposób wzywał do tego, by Polaków na Ukrainie po prostu „wyrżnąć”. Gospodarz podkreślił, że choć tożsamość owego dżentelmena nie jest do końca potwierdzona, sam fakt tak otwartego demonstrowania wrogości budzi poważny niepokój i jest niezwykle trudny do zaakceptowania.
S.M. chłodno ocenił ten incydent, sugerując, że takie nastroje, podyktowane pretensjami o historyczną kolonizację, mogą nie być odosobnione w tamtejszym społeczeństwie. Zwrócił przy tym uwagę na kompletny brak podstaw dla twierdzeń o polskiej zaborczości. Przypomniał, że tereny te dawniej opanowała Litwa, a Korona odziedziczyła je dopiero na mocy unii polsko-litewskiej. Co więcej, sama idea ukraińskiej państwowości, zdaniem gościa, narodziła się stosunkowo późno, bo w 1917 roku za sprawą i aprobatą Cesarstwa Niemieckiego.
MSWiA płaci za propagandę?
Schodząc z tematów międzynarodowych na politykę krajową, red. poprosił o komentarz do doniesień prasowych. Tygodnik „Do Rzeczy” ujawnił niedawno, że Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji przelewało środki finansowe na konto telewizji publicznej za to, by jej przedstawiciele mogli brać udział w programach śniadaniowych i publicystycznych.
S.M. nie szczędził gorzkich słów, nazywając pracowników reżimowej telewizji „funkcjonariuszami propaganda abteilung”. Zasugerował, że proceder ten ma jasny cel: chwalić rządzących z uśmiechem na ustach i dyskredytować opozycję w przyjaznej, śniadaniowej formule. Publicysta skwitował to stwierdzeniem, że obecna władza dla rzekomej „obrony demokracji i praworządności” jest w stanie sięgnąć głęboko do kieszeni podatników, a lizusostwo i posłuszeństwo zawsze kosztują.
NASK bada ilość płci. O „osłach ze złotem”
Zwieńczeniem spotkania w studiu Niezależny Lublin okazał się temat całkowicie odmienny, choć równie mocno angażujący emocje widzów. Red. wspomniał o kontrowersyjnych wytycznych Państwowego Instytutu Badawczego NASK, organizacji odpowiedzialnej m.in. za ściganie oszustw internetowych i dbanie o cyfrowe bezpieczeństwo. Według pojawiających się w sieci informacji, instytut ten miał zasugerować w swoich materiałach istnienie więcej niż dwóch płci.
Dla S.M. był to koronny dowód na uleganie nowym trendom i zachodnim dyrektywom. „Taki jest rozkaz (…) Kogoż łatwiej przekupić jak nie luminarzy nauki polskiej? Jak pan im zapłaci, to wymyślą 77 płci” – komentował bezlitośnie. Przewidywał również nadejście nowych form cenzury, w ramach których „kłamstwo płciowe” będzie ścigane z urzędu i karane więzieniem przez tzw. nienawistne sądy. Przywołując sentencję przypisywaną starożytnym Rzymianom, podsumował z uśmiechem: „Nie ma takiej bramy, której by nie przeszedł osioł obładowany złotem, nawet jeśli jest to brama wiodącej w absurdach instytucji naukowej”.
Zakończenie
Dyskusja obnażyła ogrom wyzwań i absurdów współczesnej polityki – począwszy od nieracjonalnych decyzji geopolitycznych rządu, poprzez dramatyczne koszty uwikłania Polski w cudzy konflikt zbrojny, aż po wdrażanie za publiczne pieniądze ideologii, które budzą sprzeciw dużej części społeczeństwa. Jak podsumował z rozbawieniem red., „my prości ludzie wyznajemy taką banalną zasadę, że tych płci jest jednak najwyżej dwie”. Tym akcentem, przypominającym francuskie zawołanie o celebracji „maleńkiej różnicy”, zakończono ten odcinek programu, a widzów zaproszono na kolejne spotkanie za tydzień.
Źródło:https://www.youtube.com/watch?v=Hnxwz1K5044

