Prof. Mirosław Piotrowski ostro o tragedii w Jarosławiu i absurdach władzy: Od sług Ukrainy po odbieranie dzieci za dwie butelki piwa!
W najnowszym wydaniu programu publicystycznego emitowanego na antenie telewizji Niezależny Lublin (NL24.tv) podjęto niezwykle palące tematy, które w ostatnich dniach wstrząsnęły polską opinią publiczną. Punktem wyjścia do rozmowy stała się krwawa tragedia w Jarosławiu, gdzie obywatel Ukrainy śmiertelnie ugodził nożem katolickiego duchownego oraz ranił cztery inne osoby. W studiu szczegółowo przeanalizowano również pogłębiający się paraliż Trybunału Konstytucyjnego, kulisy politycznych rozliczeń wokół Państwowej Fundacji Narodowej, bulwersującą interwencję Rzeczniczki Praw Dziecka w Warszawie oraz narastającą psychozę wojenną podsycaną przez przedstawicieli rządu. To bezkompromisowe spojrzenie na kondycję państwa polskiego, obnażające zarówno błędy w polityce międzynarodowej, jak i dramatyczny spadek jakości rodzimych instytucji publicznych.
Krwawy atak w Jarosławiu i gorzki bilans polityki wobec Ukrainy
Marcin Truk rozpoczął program od przywołania wstrząsających doniesień z Jarosławia, gdzie 31-letni Ukrainiec zaatakował nożem ludzi w tamtejszym ośrodku zakonnym, zabijając księdza i raniąc kilka kolejnych osób po tym, jak rzekomo odmówiono mu dalszych świadczeń. Gospodarz audycji zwrócił uwagę, że tragedia ta urzeczywistnia wieloletnie obawy Polaków dotyczące bezpieczeństwa wewnętrznego, i zapytał swojego gościa, czy mamy do czynienia z odosobnionym incydentem, czy też należy spodziewać się poważnego zaognienia relacji polsko-ukraińskich.
Prof. Mirosław Piotrowski ocenił jednoznacznie, że dojdzie do dalszej eskalacji napięć społecznych, czego dowodem są chociażby nadzwyczajne wzmocnienia policyjnych patroli na ulicach Jarosławia w obawie przed samosądami i chęcią odwetu ze strony mieszkańców. Wskazał, że dramat ten jest bezpośrednim pokłosiem krótkowzrocznej polityki prowadzonej najpierw przez Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego – kiedy to rzecznik MSZ otwarcie określał Polaków mianem „sług narodu ukraińskiego” – a dziś bezrefleksyjnie kontynuowanej przez gabinet Donalda Tuska. Gość programu zwrócił uwagę na manipulacje części mediów głównego nurtu, takich jak RMF, które w nagłówkach informowały wyłącznie o „ataku nożownika”, skrzętnie ukrywając na samym końcu depeszy ukraińską narodowość mordercy, podczas gdy niezależne redakcje od razu nazywały rzeczy po imieniu. Odnosząc się do zapowiedzi premiera o „surowym ukaraniu sprawcy”, zauważył z goryczą, że przy braku kary śmierci oznacza to wieloletnie utrzymywanie przybyłego z Niemiec przestępcy w polskim więzieniu na koszt podatników, zamiast natychmiastowego zamknięcia granicy i pokazowej deportacji kilkudziesięciu tysięcy cudzoziemców łamiących prawo. Przypomniał, że ośrodek w Jarosławiu wcześniej karmił Ukraińców i pomagał im znaleźć zatrudnienie, co w zestawieniu z gloryfikacją ludobójczej UPA, Stepana Bandery i Andrija Melnyka przez władze w Kijowie, wypłatą blisko 900 milionów dolarów z ZUS na świadczenia socjalne oraz planami tworzenia w Polsce sanatoriów dla zdemobilizowanych weteranów z pułku Azow, tworzy śmiertelnie niebezpieczną mieszankę dla bezpieczeństwa wewnętrznego Rzeczypospolitej.
Węzeł gordyjski w Trybunale Konstytucyjnym i pozorowane rozliczenia poprzedniej władzy
W dalszej części dyskusji red. przeszedł do postępującego chaosu prawnego w kraju, wskazując na bezprecedensowy paraliż wokół Trybunału Konstytucyjnego, gdzie pracownikom biura stawia się zarzuty prokuratorskie, a prezes instytucji blokuje sędziów wybranych przez obecną większość sejmową. Jednocześnie zapytał o sens zarzutów stawianych byłym władzom Państwowej Fundacji Narodowej za sfinansowanie głośnej kampanii bilbordowej dotyczącej sądownictwa, zastanawiając się, czy to realna walka z niegospodarnością, czy jedynie polityczna zasłona dymna.
Analizując sytuację w sądzie konstytucyjnym, M.P. określił ją mianem nierozwiązywalnego węzła gordyjskiego, w którym żadna ze stron nie zamierza cofnąć się nawet o krok. Wyjaśnił, że zgodnie z przepisami wybrani przez Sejm sędziowie muszą złożyć ślubowanie wobec prezydenta Karola Nawrockiego, tymczasem koalicja rządząca próbowała urządzić w parlamencie „wirtualne ślubowanie” z sugestią, by głowa państwa obejrzała je sobie na ekranie telewizora. W rezultacie prezes Bogdan Święczkowski nie dopuszcza takich osób do orzekania, prokuratura wywiera presję na sekretarki i urzędników, a część zaprzysiężonych sędziów odmawia podejmowania czynności, narażając się na wydalenie z zawodu w postępowaniu dyscyplinarnym. Publicysta podkreślił, że Donaldowi Tuskowi zależy wyłącznie na paliwie politycznym płynącym z permanentnego konfliktu, czego najlepszym dowodem było osobiste zablokowanie przez premiera wynegocjowanego już wiosną kompromisu między wicepremierem Radosławem Sikorskim a Pałacem Prezydenckim w sprawie nominacji ambasadorskich. W kwestii rozliczeń przyznał, że choć Prawo i Sprawiedliwość przez osiem lat traktowało budżet państwa jak prywatny folwark – co obnażał były prezes NIK Marian Banaś w kontekście Funduszu Sprawiedliwości czy miliardowych strat za nieodebrane szczepionki – to obecna władza, mimo zastąpienia Adama Bodnara przez Waldemara Żurka, jest całkowicie bezradna. Zbigniew Ziobro przebywa w USA, Marcin Romanowski pozostaje poza zasięgiem śledczych, a poranne zatrzymania urzędników służą jedynie fabrykowaniu medialnych nagłówków i próbom zastraszenia otoczenia prezydenta przed zbliżającymi się wyborami.
Nadgorliwość Rzeczniczki Praw Dziecka: wojna z lodziarnią i odebranie dzieci za dwie butelki piwa
Kolejny wątek rozmowy red. poświęcił szokującym działaniom Rzeczniczki Praw Dziecka, przypominając jej wcześniejszą krucjatę przeciwko prywatnej lodziarni, która nagradzała uczniów darmową porcją lodów za świadectwo z czerwonym paskiem, co urzędniczka uznała za dyskryminację słabszych dzieci. Głównym tematem stała się jednak niedawna interwencja w Warszawie, gdzie po sprzeczce na przystanku z matką dyscyplinującą dziecko, które wybiegło na jezdnię, rzeczniczka uruchomiła machinę policyjną – po znalezieniu w mieszkaniu rodziny dwóch zamkniętych butelek piwa oraz odkryciu dawnego zatargu z prawem partnera kobiety, rodzicom odebrano dzieci i umieszczono je w placówce opiekuńczej.
Komentując to wydarzenie, M.P. przypomniał, że skompromitowana urzędniczka jest nominatką obecnej koalicji złożonej z Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSL oraz Polski 2050, a skala jej nadgorliwości okazała się tak porażająca, że publicznie zdystansowali się od niej nawet ministrowie z tego samego obozu politycznego: Barbara Nowacka oraz Waldemar Żurek. Zwrócił uwagę na informacje o skargach pracowników biura RPD dotyczących mobbingu w 2026 roku, a także wytknął rzeczniczce elementarny brak znajomości procedur prawnych. Zamiast wyłączyć się ze sprawy, w której była stroną i prywatnym świadkiem ulicznej utarczki słownej, wykorzystała majestat konstytucyjnego urzędu do osobistej zemsty na matce, która ośmieliła się zwrócić jej uwagę – co przypomina najgorsze praktyki wykorzystywania instytucji państwowych do prywatnych porachunków. Podkreślił, że sąd rodzinny nie tylko błyskawicznie zwrócił dzieci rodzicom, ale w uzasadnieniu wręcz wyśmiał argumentację dotyczącą dwóch butelek piwa w lodówce, zauważając, że przy takich kryteriach należałoby zamknąć mieszkańców całych warszawskich dzielnic. Zadał przy tym zasadnicze pytanie: dlaczego osoba wykazująca się tak rażącą niekompetencją, pobierająca co miesiąc około 17 tysięcy złotych brutto z kieszeni podatników, wciąż nie została odwołana ze swojego stanowiska.
Psychoza wojenna, Haloperidol dla szefa dyplomacji i nastoletni „sabotażyści”
W finałowej części programu red. poruszył temat nieustannego straszenia Polaków nadchodzącym konfliktem zbrojnym, przywołując wypowiedzi szefa MSWiA o szykowaniu planów ewakuacji ludności cywilnej przy całkowitym braku schronów. Zapytał również o sens robienia ogólnokrajowej sensacji z zatrzymania przez ABW dwóch szesnastolatków zafascynowanych ekstremizmem oraz z wybryku dwunastoletniego ucznia, który z nudów wrzucił na tory kolejowe betonowy fragment przystanku, co początkowo przedstawiano w mediach niemal jako rosyjski akt dywersji wymierzony w transporty dla Ukrainy.
Odpowiadając na te kwestie, M.P. stwierdził wprost, że podsycanie wojennej histerii przez rząd Donalda Tuska oraz wysyłanie niemożliwych do wyłączenia alertów RCB z powodu wydarzeń na Ukrainie czy 42-sekundowego naruszenia granicy przez rosyjski śmigłowiec ma na celu psychologiczną tresurę społeczeństwa i odwrócenie uwagi od katastrofy finansów publicznych. Przypomniał, że po obniżeniu ratingu Polski sama obsługa długu publicznego pochłania już blisko 100 miliardów złotych z liczącego 600 miliardów budżetu, roczny deficyt sięga 300 miliardów złotych, a według wyliczeń GUS koszty związane z wojną na Ukrainie wyniosły Polskę już 490 miliardów złotych. W tym kontekście z ironią przywołał medialne przechwałki Radosława Sikorskiego o przygotowanym w domu schronie, zapasach ryżu i pompie wodnej oraz jego zaczepki wobec Siergieja Ławrowa na forum ONZ, co spotkało się z kąśliwą ripostą rzeczniczki rosyjskiego MSZ Marii Zacharowej, sugerującej, że polskiemu ministrowi zamiast plecaka ewakuacyjnego potrzebny jest lek przeciwpsychotyczny Haloperidol. Odnosząc się z kolei do sprawy dwunastolatka na torach i szesnastoletnich „ekstremistów”, wykpił próby doszukiwania się przez rządzących „młodocianych śpiochów Putina”. Podsumował, że tego typu wybryki wynikają z deficytów wychowawczych oraz rugowania ze szkół lekcji religii i etyki, a zamiast angażować służby specjalne i budować atmosferę oblężonej twierdzy, sprawami tymi powinni zajmować się rodzice, pedagodzy oraz lokalny dzielnicowy.

