Atak na Iran. Libizacja Iranu i wielka fala migracji: Witold Gadowski w NL24.TV o skutkach ataku na Teheran
Grzegorz Zawadzki rozmawia z Witoldem Gadowskim – dziennikarzem śledczym, pisarzem i znawcą Bliskiego Wschodu, który osobiście poznał kluczowe postacie irańskiej polityki. Analiza dotyczy „mgły kłamstwa wojennego”, procesu rozbijania państwa irańskiego oraz zagrożeń, jakie ten konflikt niesie bezpośrednio dla Europy.
Proces libizacji i otwarcie bram migracji
Grzegorz Zawadzki: Witku, jesteś jednym z ludzi, którzy znają Iran jak mało kto. Powiedz nam: kto wygra w tej wojnie, a kto przegra?
Witold Gadowski: W tej wojnie przegrają ludzie, społeczeństwo Iranu i przede wszystkim Europa. Jeżeli powiodą się plany Izraela, Iran czeka „proces libizacji”. To oznacza całkowite rozbicie struktur państwowych i otwarcie bramy do masowej migracji do Europy – i to nie tylko muzułmanów, ale i chrześcijan czy derwiszy. Iran to niezwykle bogaty kulturowo kraj, który teraz ma zostać zamieniony w piekło, gdzie każdy walczy z każdym.
Bliski Wschód nie wybacza słabości
WG: Na razie przegrywają Ajatollachowie. Bliski Wschód nie wybacza słabości, a Iran cofa się od 2020 roku, kiedy Donald Trump zlecił morderstwo generała Solejmaniego – architekta polityki „długiej szyickiej ręki”. Potem przyszło zbombardowanie ambasady w Damaszku, zamachy na liderów Hezbollahu i Hamasu w samym Teheranie. Izrael wyczuł, że Iran nie odpowiada z pełną mocą na prowokacje.
GZ: W naszej infosferze mówi się tylko o jednej stronie medalu. Jak Ty oceniasz to, co dzieje się wewnątrz Iranu?
WG: Trwa „mgła kłamstwa wojennego”. Oficjalnie mówi się o reżimie, ale nikt nie wspomina o prowokatorach Mossadu, którzy wewnątrz kraju podpalali karetki i niszczyli bankomaty, by wywołać chaos. Choć geriatryczna elita Ajatollachów jest niepopularna, to Irańczycy – naród o 3000-letniej historii – nie chcą być kolonią Izraela. To uwłacza ich godności. Nawet opozycjoniści nie przyjmą dyktatu marionetek takich jak syn Szacha, Reza Pachlawi.
Plan Netanjahu i „bomba Epsteina”
GZ: Czy to możliwe, że Trump sam wpadł na pomysł tego ataku, czy jest tylko wykonawcą?
WG: To plan Beniamina Netanjahu. On od lat marzył o libizacji Iranu. Dlaczego Trump go realizuje tak posłusznie, ryzykując własną prezydenturę? Nie wiem, ale spekuluje się o „bombie atomowej” w postaci kompromatów z wyspy Jeffreya Epsteina. Netanjahu sam ma „zabagnioną kartę” – oskarżenia o korupcję i łapówki. To ludzie, którzy nie cofną się przed niczym, by ratować własną skórę.
Pułapka wojny konwencjonalnej
WG: Izrael i USA liczą na szybki upadek Iranu w ciągu 10 dni. Jeśli to się nie wydarzy, przegrali. Z Iranem nie wygra się samą wojną powietrzną. Trzeba wprowadzić wojska lądowe (boots on the ground), a to oznacza tysiące zabitych żołnierzy. Czy Amerykanie są gotowi na codzienne transporty trumien? Tymczasem Chiny już rozpoczęły ogromne transporty militarne do Teheranu. Rosja pozostaje wielką niewiadomą.
GZ: A co z Turcją? Czy ona na tym nie zyska?
WG: Netanjahu i Trump, marginalizując Iran, wyzwalają potęgę Turcji. Ankara to druga armia NATO, mocarstwo sunnickie, które będzie teraz wypełniać pustkę. Erdoğan jest elastyczny i na pewno nie jest proizraelski. Z Turcją nie poradzą sobie tak łatwo jak z rozbitą Syrią czy Libią.
Dziedzictwo 3000 lat
WG: Iran to nie są prymitywni ludzie pustyni. To cywilizacja starsza od większości państw świata. Tam do dziś płonie ogień Zaratustry. To naród, który cytuje epos Szachname na pamięć. Aby zrozumieć Iran, trzeba „napić się z jego kielicha”. Propaganda zachodnia karmi nas kłamstwami, a rzeczywistość jest taka, że pokonać ten naród będzie niezwykle trudno, o ile nie załamie się ich porządek społeczny.

